Strona w przebudowie


środa, 20 maja 2020

Wrak wozu, czyli słów kilka o makietach bezpodstawkowych.

Przy okazji produkcji wozów nagrodowych na wojnacyjny konkurs malarsko-rozpiskowy przytrafiła się klasyczna wtopa. Ot źle wypozycjonowany materiał w laserze i jeden z wozów nie miał dwóch desek i połowy koła. Niby żaden problem, brakujące elementy dało się dorobić ale jeszcze prościej było wyciąć od razu cały model. Drugie rozwiązanie miało jednak ten problem, że niekompletnego wozu wciąż szkoda było wyrzucić, a na nagrody oddać go raczej nie wypadało. Jedyną opcja zostawało więc odłożenie go dla siebie. W końcu pokazując, że można coś wciągnąć z uszkodzonego, tym łatwiej przekonać do pełnowartościowego. Dodatkowo poświęcając owej modelarskiej "kalece" czas, dużo łatwiej było zboczyć z pierwotnego tematu i przeistoczyć go, w od dawna planowany, subiektywny wywód o "makietach bezpodstawkowych".

W tle bezduszna - kompletna wersja.

Czym jest makieta bez podstawki tłumaczyć nie trzeba. Jednak dla ciągłości myśli i z racji niewielkiej popularności tego terminu, pozwolę sobie zacząć od kilku banałów. Najbardziej popularnymi tego typu terenami są zwykle wszelkiej maści górki i wzgórza. Niestety z racji bycia mniej lub bardziej płaskimi stanowią one zaginione ogniwo ewolucji pomiędzy przeszkadzajką a podstawą pod ową. Osobiście za bezpodstawkowe uznaję więc dopiero wolnostojące skały, budynki czy kaplice, w których podstawa zupełnie nie wystaje poza bryłę przeszkody.

"Bezpodstawkowiec" o dokładnej powierzchni wizytówki.
Najważniejszą, choć nie jedyną, zaletą tego typu terenów jest łatwe wpasowywanie w różne typy stołów czy makiet sąsiadujących. O ile podstawka sprawdza się optycznie dobrze tylko na blacie zbliżonym do niej materiałem czy kolorem, makieta bez niej spokojnie wejdzie na trawę, śnieg czy nawet wydruk. Jest więc najlepszym wyborem zarówno do rozstawienia (w ciemno) na nie swoim blacie jak i do tworzenia realistycznych scen o wyglądzie dioramy.

Zwykła płaska drukowana mata i makiety? Proszę bardzo.
Uniwersalność makiet bez podstawki świetnie sprawdza się też jako dodatek do rozległych terenów składających się wielu różnorodnych elementów. Możliwość dorzucenia dodatkowej chatki czy płotka bez obawy o niezgodny kolor trawy to, wbrew pozorom, naprawdę wygoda, do której estetyka i ludzkie lenistwo naprawdę ławo się przyzwyczajają. Ponadto tego typu teren umożliwia całkowite i w pełni estetyczne grupowanie przylegających do siebie elementów. Modułowe ściany, przybudówki czy ogrodzenia pozwalają otrzymywać naprawdę fajne efekty, bez obaw o nachodzące na siebie podstawki.

Nawet samo Games Workshop wydaje się promować ten rodzaj makiet.

Ostatnią, choć tym razem już dyskusyjną zaletą jest kwestia konfliktowości. Mi osobiście teren "wyrastający" bezpośrednio ze stołu wydaje się bardziej jednoznaczny i czytelny. Oczywiście można przed każdą grą ustalać, czy "nóżka" murku liczy się już za przeszkodę i czy można na niej stawać, jednak wydaje się to na dłuższą stronę mniej efektywne. Z drugiej strony należy przyznać, że bezpośrednie dostawianie podstawek modeli do pionowych ścian budynków, często bywa problemowe, promując figurki z mniej "rozłożystymi" pozami.


Tereny bezpodstawkowe nie są oczywiście pozbawione wad. Główną z nich jest zauważalnie mniejsza stabilność wysokich konstrukcji oraz zwiększona skłonność do przesuwania się w trakcie gry. O ile jednak drugi z tych problemów faktycznie może zaistnieć, to pierwszy jest raczej zagwozdką dla samych projektantów niż graczy. Wystarczy w końcu, że wąskie płotki zakręcą bądź się rozwidlą, wysokie konstrukcje otrzymają jeden czy dwa odstające wsporniki, zaś najbardziej strzeliste konstrukcje sprytnie obniżą realny środek ciężkości.

Wystające poza główną bryłę kamienie
dają kilkanaście milimetrów dodatkowej stabilizacji.

O ile więc oryginał wspominanego na wstępie wozu miał regulowany (doczepianą drabiną i rozmieszczanymi w nim śmieciami) środek ciężkości, pozwalający zdecydować o kierunku jego pochylenia, to jego "powypadkowa" wersja skorzystała z trzeciej opcji stabilizacji na złamanym kole i zmiażdżonych dyszlach. Podobne zabiegi z powodzeniem można wykorzystywać przy innych, z natury niestabilnych, elementach terenu. Jedna czy dwie wyłamane sztachety stabilizujące płot, pocisk z balisty wystający z muru, czy nawet pozbawiona podstawki figurka chłopa ciągnącego wóz. Wszystko to świetnie zagra na niemal każdej makiecie, a przy okazji jasno odróżni (bardziej obserwatorom niż samym graczom co prawda) elementy tła od modeli realnie biorących udział w potyczce.

Jeden prosty zakręt, a ile optycznej wiarygodności...

Kończąc, wypada zaznaczyć, że nie chcę nikogo przekonywać na siłę, ani prezentować oświeconej wyższości jednej "szkoły" nad drugą. Zachęcam zwyczajnie do własnych przemyśleń i eksperymentowania z terenami. Dzięki czemu może zamienicie kiedyś jakiś niesatysfakcjonująco bezduszny wóz, w inspirująco skromne pobojowisko ;)



2 komentarze:

  1. Dobry tekst! Ja osobiście (głównie w 6mm, ale nie tylko) stosuje wolnostojące elementy na podstawkach. Czyli np. element zabudowany to podstawka z hdfu pomalowana w "urbanistyczne kolory" na którym w dowolnym układzie stawiam luźno budynki. Dzięki temu moge szybko tworzyć duże tereny obszarowe a w razie potrzeby (w innym systemie) tych samych budynków użyć jako pojedyncze konstrukcje. Sporo ludzi robi podobnie z lasami, wiec to taka naturalna ewolucja terenu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.

      Faktycznie drzewa niemal zawsze będą tu wyjątkiem, poza wyjątkowo fikuśnymi i mrocznymi pniami, kompletnie zapomniałem o nich wspomnieć w tekście.

      Usuń