Do dziś pamiętam, jak pierwszy raz wybrałem się na turniej gry bitewnej. Podany na stronie dystrybutora adres okazał się serią kamienic o wspólnym numerze, mocno utrudniającym dotarcie na miejsce przyjezdnemu z innego miasta. Brak telefonu do organizatorów czy pojęcia o wyglądzie innych uczestników również nie ułatwiał sprawy. Wystarczyła jednak chwila refleksji nad taszczoną oburącz torbą, aby kilka minut później wchodzić do właściwej klatki budynku. Stężenie ludzi z ciężkimi walizkami, skrzynkami na owoce czy turystycznymi plecakami okazało się bowiem niezwykle celną i łatwą do zauważania wskazówką. Dziś jednak mając internet w telefonie i pełną skrzynkę kontaktów, cenimy sobie wygodę także w kwestii gier bitewnych. Być może to właśnie dlatego w kwestii kompaktowości Wojnacja ustępuje pola wyłącznie planszówkom.