Strona w przebudowie


wtorek, 11 lipca 2017

Figurki w spódnicy


...czyli baba poznaje bitewniakowy świat

          Każdy słyszał o ołowianych żołnierzykach, którymi bawili się mali chłopcy, zanim nadeszła era komputerów i komórek. Jednak co innego spontaniczna zabawa, a co innego uporządkowane, zebrane w zasadach hobby. I to jest coś, co mnie zaciekawiło, gdy pierwszy raz zobaczyłam grę bitewną. Niby dziecinną, a jednak wymagającą sporej dawki logicznego myślenia. Po prostu patrzyłam na stół i widziałam plan bitwy, przy którym zazwyczaj stoją na filmach wielcy dowódcy, gdy obmyślają plan działania swoich armii. Tyle, że to nie był film, nie była prawdziwa wojna. To była gra. A kto mi zabroni zagrać w grę? Innych dziewczyn chętnych do partii nie odnotowałam, ale kto by się tym przejmował. Że to niby tylko zajęcie dla panów? No to patrzcie!


I zaczęłam grać.

Naprawdę szkoda, że grami bitewnymi nie interesuje się więcej dziewczyn – sama rozgrywka nie jest czymś, co może być w jakiś sposób utrudnione dla kobiet. Trzeba po prostu pomyśleć, tak jak w każdej grze planszowej czy komputerowej strategii. Z resztą, stereotypowy podział, według którego żołnierzyki i broń jest dla chłopców, a dla dziewczyn – wystrzałowe ciuchy i makijaż, jest po prostu nudny. Zrobienie czasem czegoś na przekór oczekiwaniom i życiu jest dużo ciekawsze i nie uczyni to nagle z kobiety małego faceta w spódnicy. Dodatkowo ludzie, którzy zajmują się mniej szablonowymi rzeczami wydają się dużo bardziej autentyczni w swoich zainteresowaniach. W bitewniaki bowiem nie gra się, bo to jest modne i wszyscy w to grają. Żeby się w nie wciągnąć, sama musisz poświęcić im nieco uwagi, poszukać, dociec. To nie one przychodzą do Ciebie wraz z zalewem informacji w mediach społecznościowych, to Ty przychodzisz do nich, bo coś w nich dostrzegłaś i myślę, że to między innymi stanowi o wartości takich niszowych aktywności. Nie rozwodząc się już nawet o innych plusach tego hobby, które zazwyczaj bywają przytaczane w różnych dyskusjach, czyli rozwijanie kreatywności, logicznego myślenia lub oderwanie się od komputera.


Gdy poznałam zasady Wojnacji, gra spodobała mi się na tyle, że zaczęłam nawet pomagać przy promocji i pokazach organizowanych na konwentach. Ostatnio zdarzyło mi się trafić także na imprezę skierowaną stricte do fanów gier figurowych.  I tu pojawiła się pewna niedogodność związana z tym, że byłam tam jedyną zaangażowaną w organizację kobietą, a mianowicie podejście mężczyzn.  Czułam na sobie lekką presję – autentyczną lub wymyśloną przez siebie samą, którą odbierałam jednocześnie na kilka sposobów. Z jednej strony bawiło mnie zaskoczenie i zakłopotanie, jakie pojawiało się na twarzach uczestników, gdy nagle, jak diabeł z pudełka, wyskakiwała im kobieta.

Równie zabawne były teorie, które zdarzyło mi się usłyszeć albo wywnioskować z zachowania uczestników. Wszyscy (albo wielu) próbowali sobie w pierwszej chwili wytłumaczyć, że byłam tam dla ozdoby lub wpadłam na chwilę, żeby zobaczyć, czy mój kumpel/chłopak/ktokolwiek jeszcze żyje, ale tak naprawdę nie za bardzo wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Tymczasem prawda, jak to często bywa, była prosta i mniej kombinatorska – pojechałam na imprezę bo się nią zainteresowałam, a poza tym ogólnie uważam, że warto propagować taki sposób spędzania wolnego czasu.

Z drugiej strony, obawiałam się nieco ignorowania mojej osoby, właśnie z powodu przeświadczenia, że się na tym nie znam i przyszłam na pokaz tylko i wyłącznie dla towarzystwa. Osoba zainteresowana mogłaby mnie wtedy nie posłuchać i poprosić o wytłumaczenie gry kolegę, który w sumie powiedziałby jej to samo, co ja. Po trzecie zaś zastanawiałam się czasami, czy przez moją obecność nie ucierpi na tym sam system, który będzie traktowany pobłażliwie, bo jest tak banalny, że nawet kobieta się nim interesuje.


Tak naprawdę nie wiem, ile z tego, co napisałam jest prawdą, a co obawami. W myślach czytać nie umiem. Jedno jest pewne - ludzie bywają różni, ale mimo tych przemyśleń nie zamierzam się wycofywać i skupiam się bardziej na komicznych stronach całej sytuacji. Nie zrezygnuję z czegoś, co mi się podoba tylko dlatego, że ktoś może mieć do tego obiekcje. Z resztą otwartej krytyki i uprzedzeń na razie po prostu nie doświadczyłam. Trzeba więc liczyć na to, że z czasem i w miarę pojawiania się na kolejnych imprezach, mały świat bitewniakowy przyzwyczai się do mnie i uzna mnie za osobę kompetentną, a być może nawet poszerzy się jeszcze o kilka kobiet płci żeńskiej ;).*


*Z pozdrowieniami dla Gervaza. Nawiązanie nie ma na celu być wredne. ;)

12 komentarzy:

  1. W sumie mnie zawsze zastanawiał brak kobiet w środowisku gier bitewnych. Mam sporo koleżanek grających w RPG,jednak wszystkie one są obojętne na figurki, mimo że z mojej perspektywy to bardzo podobne rodzaje hobby.

    Wydaje mi się że wiem, o jakiej imprezie piszesz;) Chciałem tylko donieść że Wojnacja nie była jedyną sfeminizowaną grupą. Jeszcze byli właściciele terenów do gier, jednak faktycznie przelecieli oni przez imprezę jak kometa.

    Gratuluję udanego tekstu, oby takich więcej. Nie powinniśmy uciekać od trudnych tematów. Tekst udostępniam na swoim FB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      To fakt, w RPG żadna kobieta chyba nie ma problemu z tym, że nieodłącznym elementem fabuły jest walka. Zastanawiam się,że może dla niektórych problemem mogłaby być strona techniczna, czyli malowanie, jakieś konstruowanie terenu... Ale zazwyczaj w takie hobby wciągają znajomi, więc mogą też pomóc, jak się czegoś nie wie. ;)

      Usuń
    2. Też mnie zastanawia ta kwestia. I nie znajduję dla niej sensownego wytłumaczenia. Sama fantastyka jest równie popularna wśród obu płci. Gdyby chodziło o wątki rywalizacyjne, to kobiety nie angażowałyby się tak masowo w sport (gdzie rywalizacja wymaga równie dużego zaangażowania i jest bardziej bezpośrednia). Zdolności manualne... Pomalowanie figurek nie powinno nastręczać trudności komuś, kto codziennie maluje twarz. Spędzanie czasu przy stole... Gdyby nie kobiety, planszówki byłyby w niszy. A jednak fakt faktem - więcej facetów wśród fanów bitewniaków. Możesz więc być dumna z roli jednej z pionierek, która to rola nie zawsze jest łatwa.

      Usuń
    3. Może to po prostu tylko kwestia przeświadczenia, że figurki są dla facetów i tyle. Taki bezsensowny stereotyp, który tym bardziej trzeba łamać.
      Dobre porównanie z malowaniem figurek. Niby modele mają małe szczególiki do pomalowania, ale i oko nie jest takie duże, a kobiety potrafią nad tym siedzieć i pół godziny. Tak więc jakieś doświadczenie się ma w mazianiu.

      Usuń
    4. Z mojej perspektywy, jak oglądam mojego mężczyznę podczas grania - tu jest za duużo historii. To temat, który w ogóle mnie nie kręci. Nie kręcą mnie czołgi. To jak bitewniaki mają kręcić? ;

      Usuń
    5. Wieść niesie, że są też takie bez czołgów ;)

      Skoro rzeczony wydaje swoją krwawicę na takie rzeczy, to wybrance przecież statków kosmicznych, elfów czy innych komandosów nie odmówi ;)

      Usuń
    6. Aaa te bez czołgów lubię, niemniej cały dom w czołgach nie zachęca do dokładania ręki do zagracania domu :P

      Usuń
    7. Mały skirmish to odwróconym kubkiem przykryjesz i nie będzie widać ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy tekst, z przyjemnością przeczytałem. Myślę że uprzedzenia w stosunku do kobiet płci żeńskiej, o których pisałaś (na pewno istnieje takie zjawisko, ale mam wrażenie, a przynajmniej nadzieję że jest to jakiś margines) sprawiają że kobiety zwyczajnie nie mają ochoty być częścią tego środowiska. Istnieje też przeświadczenie że o ile gry planszowe mogą być fajną formą rozrywki dla "normalnych" ludzi to w bitewniaki skierowane są dla dziecinnych nerdów. Z drugiej strony poznałem już kilka dziewczyn grających w WH40k i X-Winga (w tego drugiego z niemałymi sukcesami na scenie turniejowej) i z tego co wiem problemów z adaptacją czy jakiś nieprzyjemności jak do tej pory nie miały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieliśmy też jednego rodzynka we Flames of War, ale rodzynek się rozmnożył i ma w tej chwili ważniejsze zadania. Mam nadzieję, że za jakiś czas rodzynek będzie mógł wrócić do turlania kostkami godząc jakoś obowiązek i przyjemność z przyjemnością. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że rodzynek urodził przyszłego gracza i za kilka lat przekaże mu swoją pasję. ;)

      Usuń