Strona w przebudowie


czwartek, 17 października 2019

Citadel Colour: Contrast, a speedpainting terenów z HDF

Gdy na blogach bitewnych posypały się informacje o nowej linii Colour Contrast - farb Citadel, mój wrodzony sceptycyzm od razu starł się z ciekawością i leniwą naiwnością. Bo przecież takie dwa w jednym mogłoby drastycznie przyspieszyć malowanie nieustannie rosnącej "szuflady wstydu".

Szybko okazało się, że "Kolorki" są owszem fajne, ale nie do końca do tego, do czego miały służyć. Niemniej w kwestii wykorzystania ich na figurkach, testów i recenzji jest już naprawdę sporo. Do tego zazwyczaj wychodzących spod ręki dużo bardziej doświadczonych malarzy. Chcąc więc wnieść coś od siebie, wybrałem sobie pole, na którym czuję się odrobinę bardziej kompetentnie - czyli szybkie malowanie drewnianych terenów.


HDF (a więc cienka płyta pilśniowa o podwyższonej twardości) jest ostatnio stosunkowo popularnym materiałem konstrukcyjnym terenów ze średniej półki i przy odrobinie fantazji wielu producentów wyciąga z niego naprawdę sprytne konstrukcje. Niemniej korzystając z okazji zakończenia nowego projektu - przeprowadziłem test na finalnym prototypie Wojnacyjnego kurnika.

Pierwszym podstawowym problemem z malowaniem terenów z HDF czy MDF jest ich materiał, który nie do końca czystym drewnem będąc bardzo skutecznie opiera się farbom w sprayu. Dodatkowo cięte laserem krawędzie są zwykle czarne, co wymaga nawet jeśli nie precyzyjnego, to jednak ręcznego podejścia pędzlem.


Na krawędzie oraz większe powierzchnie desek poszedł bazowy Zandri Dust.

Jako, że Citadel Colour Contrast przeznaczone są domyślnie do malowania po białym lub maksymalnie jasnym podkładzie, całość zdecydowałem się dodatkowo rozjaśnić podkreślając przy okazji różnorodność faktury drewna.

Layerowy Screaming Skull przeciągnięty bardziej na mokro niż sucho.

Wreszcie poszedł główny gość programu, czyli Wyldwood z palety Contrast. Efekt może nie zachwycił ale stosunkowo nieźle urozmaicił fakturę o wszelkiej maści zacieki i przebarwienia. Warto tu dodać, że paleta ta, mimo wodnistej konsystencji, posiada naprawdę mocny i dobrze kryjący pigment, którym łatwo nadać kolor bez obawy o "zaszpachlowanie" detali.

Wreszcie widać wyraźne odejście od koloru materiału.

Jak widać na tym etapie całość była ok, jednak nazwanie jej gotowcem, choćby na poziomie TT, byłoby pewnym nadużyciem. Wyldwood przebarwił całość i nadał trochę kontrastów, jednak ze względu na dużą i stosunkowo gładką powierzchnię - spłaszczył samą bryłę budynku.
Mając już wreszcie solidną wyjściową barwę i gotowe ciemne tony, pozwoliłem sobie ponownie rozjaśnić brzegi i dodać trochę brutalniejszej faktury suchym pędzlem.

Ponownie Layerowy Screaming Skull. Tym razem nieco bardziej na sucho.

Wreszcie przyszedł najbardziej satysfakcjonujący etap wykańczania. Żeby złagodzić efekty suchego pędzla i zróżnicować od siebie deski wystarczyły trzy "cienie". Różne poziomy wymieszania, rozwodnienia i przecierania pozwoliły wyciągnąć tymi kolorami spójny ale przyjemnie różny deseń. Na tym etapie spokojnie można było pokusić się o wyciągnięcie większych kontrastów, jednak nie chciałem ryzykować przedobrzenia.

Seraphim Sepia, Nuln Oil i Coelia Greenshade naprawdę zrobiły robotę.

Ostatnim etapem było przetarcie na sucho kilku płaszczyzn zieloną Layerówką oraz doklejenie kilku tuftów, aby jeszcze bardziej zakamuflować prostotę pierwotnej bryły. Gra barwą podobnie jak jasnościami nadaje przestrzenności i wyraźnie ożywia konstrukcję, nawet jeśli jest mocno niedbała czy improwizowana.

Mooy Green możnaby zastąpić mniej intensywną zielenią, jednak ostra soczystość potrafi mieć swój urok.

Finalny efekt powstał więc w niecałe dwie-trzy godziny mocno nieintensywnego malowania, z którego sporą część stanowiło schnięcie i rozgrywanie kolejnych tur w komputerowego Battletecha. Sam "kontrastowy" Wyldwood nie był tu może przesadnie kluczowy, jednak odegrał istotną rolę w przyspieszaniu środkowego etapu i nadawaniu całości spójnego charakteru, odciętego od żółtawego zabarwienia HDFu.

Modele dla skali. Goblin od GW i panie z Norsgardu.

Na zakończenie muszę jeszcze podkreślić, że coraz bardziej doceniam walory makiet "bezpodstawkowych". W przypadku gdy nie trzeba się bawić w dobieranie kolorów nasypu i zgrywaniu go z najczęściej używanymi terenami - samo malowanie jest dużo luźniejsze, a testy czy też zmiana całej palety nie wpływają znacząco na spójność całości.

https://www.facebook.com/commerce/products/2627031530687609/



1 komentarz:

  1. jak tereny to tylko bez podstawkowe, lub z znikomą podstawką, byle teren się nie przewracał w trakcie gry.

    OdpowiedzUsuń