Strona w przebudowie


sobota, 19 sierpnia 2017

2k6 powodów - modele




Nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że gry bitewne z tłumu wyróżniają się modelami i makietami. Nawet jeśli gry te nie biją więc rekordów popularności, to często są ozdobnymi perełkami fotorelacji czy sklepowych wystawek. Nadużyciem byłoby jednak stwierdzenie, że piękne figurki są jedynie elementem reklamowym, mającym wyłącznie przyciągnąć potencjalnego klienta do gry, która równie dobrze mogłaby być rozgrywana zwykłymi pionkami czy żetonami. Modele są bowiem tym, co stanowi o esencji bitewnego hobby, daje solidny łyk immersji pośród mniejszej lub większej umowności zasad.

Każdy kto przymierzał się choćby do bitewnego hobby wie, że zazwyczaj wiąże się ono ze sporymi wydatkami. Owszem nawet największe i najdroższe systemy miewają czasem startery pozwalające zacząć zabawę od ułamka docelowej sumy, jednak nikt nie oszukuje się, że w ich przypadku te kilkaset złotych załatwi sprawę na dłużej niż kilka pierwszych rozgrywek ze znajomymi. W przypadku tańszych systemów kwestia zestawów początkowych ma się trochę lepiej. Tam na pierwszy ogień leci wydatek rzędu stu czy dwustu złotych, zaś w kilkuset da się już zamknąć pierwsze poważne rozpiski turniejowe. Dla pracującego i zdecydowanego na wejście w grę dorosłego nie jest to może duży koszt, ale wciąż przekraczający ceny sporych gier planszowych czy nadwyżkę budżetową przeciętnego studenta. Wojnacja, dopuszczając pełną dowolność modeli i producentów, pozwala zacząć grę już poniżej pięćdziesięciu złotych, nawet w przypadku ceny sklepowej.  Uzyskanie jako takiej różnorodności modeli przy odrobinie zachodu czy wsparcia się drugim obiegiem nie powinno natomiast przekroczyć setki. Oczywiście w sytuacji, kiedy w szufladach zalegają stare modele od dowolnego systemu fantasy, ten koszt może być jeszcze niższy.

Krasnoludy produkcji Mantica - 10 modelowy zestaw dało się jeszcze niedawno kupić za 40zł. Teraz o małe puełka coraz trudniej ale 20 modeli to wciąż wydatek rzędu 70 zł.

Tych goblinów wyprodukowano pewnie tyle, że zaludniłyby kilka najmniejszych krajów w europie, a już z jednego pudełka da się złożyć kilkanaście funkcjonalnych rozpisek Goblińskich Wiosek.

Rozpoczynając tekst wzmiankami o świetnych modelach, ściągających uwagę nie tylko przeciwników ale i gapiów czy fotografów, głupio skupiać się wyłącznie na plusach budżetowego modelu rozgrywki. Dużo większe pole do popisu daje przecież nieskrępowane dobieranie modeli, nie ograniczone w żaden sposób możliwościami portfela. Nie mówimy tu jednak o przymusowych zakupach potężnych nowości, a wręcz przeciwnie, o modelach od dawna przykuwających uwagę, jednak zbyt słabych, aby warte były zakupu. Wojnacyjne frakcje od samego początku planowane były tak, aby swoją rozpiętością pokryć możliwie najszerszy zakres modeli innych producentów. Pomijając więc najbardziej niszowe rasy, olbrzymia większość obiektywnie i subiektywnie najładniejszych miniaturek może znaleźć tu swoje zastosowanie w takiej czy innej postaci.

Konny chorąży Alahanu - Duma firmy Rackham i ówczesnej Konfrontacji.


Ostatnim i nieco nawiązującym do poprzedniego aspektem, jest również spora płynność w wizualnej interpretacji wojnacyjnych frakcji. Bez względu więc na to, czy zdecydujemy się kompletować armię ekonomicznie, czy sprowadzać modele na sztuki z zagranicy, możemy także w dużym stopniu zmodyfikować klimat i konwencję samej frakcji. O ile same profile i statystyki jednostek są bowiem narzucone, to ich fabularne opisy na kartach ograniczają się zazwyczaj do jednej czy dwóch sugestii odnośnie doboru modelu. To, czy wystawimy Imperium Kiryjskie w konwencji starożytnego Rzymu, średniowiecznej piechoty czy strażników Gondoru pozostaje już wyłącznie w kwestii grającego. Podobnie zresztą jak decyzja o tym, jaka będzie ulubiona broń krasnoludzkich wojowników, jak brzydki jest troll oraz czym do cholery są właściwie rumaki goblińskich rycerzy.


Tutaj w połowie tekstu można przejrzeć przykładową listę producentów, których modele są przynajmniej częściowo kompatybilne z Wojnacją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz